Moje zmagania z pewną szkatułką ...





Szkatułka jeszcze na początku tego roku była ozdobiona, ale nie podobała mi się i odłożyłam ją czekając na natchnienie, by do niej powrócić.

Jak już postanowiłam ją zmienić, nie obeszło się bez przygód.

Wcześniej, gdy jeszcze przygotowywałam ją do pracy, odkręciłam okucia i zawinęłam w serwetkę. Robiąc porządki wyrzuciłam zawiniątko i znowu się zniechęciłam do jej zmiany, więc wylądowała gdzieś w szafce.
Przy okazji zamawiania innych rzeczy do zdobienia znalazłam okucia pasujące do tejże szkatułki, więc je zamówiłam.
Jednak to też jeszcze nie było dla mnie bodźcem by podjąć kolejną próbę zajęcia się nią, dalej więc stała zamknięta.
Nadszedł czas wakacji i nawet zabrałam ją ze sobą na działkę, ale tam jedynie została zeszlifowana i ponownie pomalowana gruntem. Po powrocie do domu miałam jeszcze dwa dni dla siebie i ozdobiłam ją na nowo. Wtedy też powstał pomysł podarowania jej komuś w podzięce.
Podczas szlifowania kolejnej, polakierowanej warstwy zbyt mocno docisnęłam papier ścierny i starłam nieco motyw na wieczku. Udało mi się temu jakoś zaradzić i zamaskowałam to jasną farbą, muskając je lekko zwilżoną gąbką. I jak widać to na zdjęciu powstała mgiełka, wywołująca złudzenie wtopienia serwetki w wieko szkatułki.

Szczerze mówiąc po tym zdarzeniu miałam serdecznie dość pracy nad nią, choć zostało tylko zamocowanie okuć, ale ..... i tu znowu nie obyło się bez pecha.

Zamknięcie zostało dobrze przymocowane, ale przy robieniu nawierceń do zawiasów, źle zostały zaznaczone dziurki do wywiercenia. Kiedy to zobaczyłam pomyślałam jedynie, że chyba czyha nad nią jakaś klątwa, bo jak nazwać te kolejne niepowodzenia przy jej tworzeniu.
Teraz jak to widać na zdjęciu jest już w pełni gotowa.

Pomyślałam, że kryjąc po warstwami lakieru, farby i serwetek swoją tajemnicę powstawania jest tym bardziej dla mnie cenna, ale przecież obiecałam ją już komuś, więc trzeba się rozstać.

Niech obdarowanej nią osobie przyniesie wiele szczęścia, ale przede wszystkim niech się spodoba.
Do miłego, a mnie już korci coś innego (zanim zrobię skrzynię ze skarbem piratów) ...


PODPIS

"Lawendowa odsłona" w stylu shabby chic



„Lawendowe cuda” wreszcie mogą ujrzeć światło dzienne na blogu, bo na swoim miejscu są już od soboty.
Tak jak wcześniej pisałam, kilka rzeczy zrobiłam już jakiś czas temu, ale że nie wszystko zostało jeszcze skończone nie umieszczałam tych już wcześniej zrobionych.

Dzisiaj wreszcie mogłam zasiąść przy komputerze, by zamieścić wszystko nad czym pracowałam.
Zanim jednak do tego doszło wszystkie rzeczy pomalowałam podkładem, potem ciemną farbą, by po pomalowaniu już tą właściwą móc zrobić przecierki, w końcu to miało być w stylu shabby chic.
Zupełnie zapomniałam, że jeszcze wszystko było szlifowane, zarówno przed nałożeniem podkładu, jak i każdej kolejnej warstwy farby, a na koniec na przedostatniej warstwie lakieru.

I wreszcie mogłam przykleić motywy z lawendą, by całości nadać spójny charakter, a potem już zostało tylko kilkakrotne lakierowanie.

To właśnie ów lawendowy motyw ...

 

Teraz po kolei i spokojnie zapraszam do oglądania ...

... lustro przed przemianą ...


... i po pomalowaniu

















... i zbliżenie na ramę lustra po zmianie ...




 Teraz kolejna rzecz przed i po metamorfozie ...

... półka na różności w łazience 
- przed ...


... i tuż po zmianie


I jeszcze taboret, który wcześniej okropnie "straszył" 
swoim wyglądem ...


.. i po zmianie, w dwóch odsłonach ...



... kubeczek na szczoteczki do zębów, do zrobienia którego wykorzystałam słoik po czekoladzie...


... znalazł się także wieszak na szlafroki - wydaje się być uroczy.



Tym sposobem działkowa łazienka została nieco odświeżona.
Co prawda zmiana to niewielka, ale kiedy wszystkie dodatki są ujednolicone wygląda o wiele ładniej i bardziej przytulnie.

Teraz już do miłego, a na mnie czeka już nowe wyzwanie - skrzynia ze skarbem piratów, ale póki co cicho-sza.

Pozdrawiam wszystkich i zapraszam do oglądania moich kolejnych poczynań.


PODPIS

Wakacyjne "spotkanie z Beethovenem"


To "spotkanie z Beethovenem" zaczęło się właściwie  jeszcze przed wakacjami.

Zapowiadana przeze mnie „lawendowa odsłona” w stylu shabby chic jest tylko w części gotowa, dlatego też w oczekiwaniu na całość postanowiłam zamieścić tutaj tą oto butelkę wraz ze świeczką.

Obie rzeczy ozdobiłam "motywem z Beethovenem" wraz fragmentami jego rękopisów tekstów i nut.
Świeczka powstała już dawniej (kiedyś kupiłam taką gładką), chcąc spróbować decoupage na wosku, więc gdy trafiłam na tą oto właśnie (a była tania), to po prostu to zrobiłam. Według mnie i moich bliskich udało się. Tak ozdobiona i opakowana stanęła na półce.

Pewnego dnia z potrzeby zrobienia czegoś w tzw. międzyczasie sięgnęłam po butelkę, na którą przykleiłam ten sam motyw. Co prawda tylko po części ją wykończyłam, wymagała jeszcze polakierowania, ale póki co stała sobie taka czekając na swój czas. W ostatni weekend postanowiłam wreszcie dokończyć dzieła. 
Wtedy też połączyłam obie rzeczy, by raźniej im było i tak oto powstała sobie taka oto "wakacyjna para".



... a tak "para" wygląda z drugiej strony ....
Dziękując za odwiedziny pozdrawiam wszystkich i do miłego. 

Mam nadzieję, że po tym weekendzie uda mi się już pokazać zapowiadane "lawendowe cuda" z mojej działkowej łazienki.


PODPIS
Dziękuję za poświęcony czas i każde słowo komentarza, które jest miłym śladem po Twojej wizycie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...